Moje pierwsze wrażenie, gdy usłyszałem o filmie - "babski musical" oczywiście. Niespecjalnie lubiłem ckliwe historie, na jaką zapowiadał się dzisiejszy zwycięzca. Mimo wszystko, gdy mój znajomy poszedł na to do kina i zaczął "jarać się" filmem, stwierdziłem, że muszę na to iść. I poszedłem, i potem znowu, i jeszcze raz, i jeszcze. Wydałem 80 zł na ten film i nie żałuję (udało mi się go nawet w internetach znaleźć kilka dni później, obejrzałem piąty raz prawie cały, ale później go usunięto). Może to dziwne... Ale ten film był świetny. I nie wydaje się jakiś genialny gdy oglądamy go na początku. Ścieżka dźwiękowa jest chwytliwa, ale niewymagająca dla aktorów, aktorstwo jest bardzo dobre, historia - mało oryginalna. Ale nie o to tu chodzi! Zdradzając wam zakończenie (czego nie zrobię) nie zepsułbym wam, na dobrą sprawę filmu. Powiem tyle - nie odgrywa ono tu większej roli (choć połowicznie można się nie spodziewać tego, endingu :V). Czytając recenzję powtarzało się nagminnie jedno: Nie ma znaczenia, co przekazuje La La Land. Nie ma znaczenia ta historia zawarta wewnątrz. Jedyne co się liczy, to sposób. Zgadzam się w tym w pełni. Aktorstwo Stone i Goslinga, dość prostych i nawet odmiennych charakterów, ukazuje nam pełnię historii. Zasadniczo mogli by dwie godziny siedzieć na krzesłach i używać jedynie mimiki, pewnie i tak film zgarnąłby oskary. La La Land jest o miłości, pogoni za marzeniami i rezygnacji. Bohaterowie poznają się i od pierwszego wejrzenia nie pałają do siebie sympatią, co w kontekście reszty filmu pozwala co najwyżej czasem śmiechnąć, ale wiele nie zmienia.Mia chce być aktorką, Sebix chce mieć klub Jazzowy. I w zasadzie nie chcę zdradzać fabuły, bo pewnie zaraz znajdą się osoby, co powiedzą, że już i tak powiedziałem za dużo. Przejdźmy do kompozycji. Można powiedzieć, że nie tylko jest dynamiczna i symetryczna, ale też kulisowa. Nie w sensie dosłownym oczywiście, jednak w dalszej części filmu zdajemy sobie sprawę, żę początek tak na prawdę nie ma znaczenia. Gdy zaś dochodzimy do samego finishu, wydawać by się mogło, że i bez filmu by się obeszło. To właśnie definiuje jego świetność. Dynamiczna zmiana akcji, symetria między naszymi fragmentami (tj. porami roku - oglądając La La Land warto czekać na La La Lato :D) i płynność. Film nie należy do tych, dla których w trakcie oglądania tracimy głowę i wszelkie rozumienie do tego stopnia, że nie rozumiemy samego filmu. Nie. Stracimy dla niego głowę, ale zapamiętamy każdy szczegół, bo wszystko jest tak spójne - powtarzałem i będę to powtarzał. Zakończenie jest najważniejsze, a reszta filmu to ładna ozdoba, która pozwala nam poszerzyć je o pełen kontekst, wynikający ze spójności akcji.
Zgrabnie podsumuję to myślą przewodnią filmu - Marz i nie bój się wybierać marzeń, nawet, gdy musisz coś poświęcić. Oczywiście wiele osób powie, że to snobizm i w ogóle. Ale nie do końca. Tutaj mamy wybór między sobą, a sobą, z tym, że wybieramy tego "bardziej siebie". Moim zdaniem coś w tym jest - podoba mi się ta dewiza i może nieco namieszać w głowach. Serdecznie polecam!
Zgrabnie podsumuję to myślą przewodnią filmu - Marz i nie bój się wybierać marzeń, nawet, gdy musisz coś poświęcić. Oczywiście wiele osób powie, że to snobizm i w ogóle. Ale nie do końca. Tutaj mamy wybór między sobą, a sobą, z tym, że wybieramy tego "bardziej siebie". Moim zdaniem coś w tym jest - podoba mi się ta dewiza i może nieco namieszać w głowach. Serdecznie polecam!
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz