Witam. Przy rozmowie z P. Prof. w szkole nasunął On temat, o którym dawno chciałem napisać, tylko odleciał jakoś tak w odmęty pamięci i bloga. Postanowiłem go wyciągnąć, bo uważam, że to jeden z lepszych językowo-poglądowych tematów. Zapraszam!
Pragnę tylko zaznaczyć, że tytuł to oczywiście hiperbola i (o ironio) sarkazm. Oczywiście w nadelokwencji nie ma nic nad (chociaż... ale o tym potem!). Ludzie, którzy się nią cechują to w mojej opinii, w większości dno i kilometr mułu. A o co dokładniej chodzi? Już wyjaśniam. Otóż podzielimy sobie ludzi "nadelokwentnych" na trzy typy.
Ludzie pierwszego typu mają szeroki, wręcz niewyrażalny, zakres słownictwa. Nie używają go jednak wtedy, kiedy powinni. Robią to w sposób, że tak pozwolę go sobie nazwać, nieprawidłowy. Rzucają hasłami (w poprawny sposób) na prawo i lewo tylko po to, żeby "zaszpanować" przed kolegami/nauczycielem/innym rozmówcą, którzy albo mogą ich nie zrozumieć, albo uważają to za idiotyczne. Trzeba umieć rozróżnić, kiedy wypowiedź brzmi naturalnie, a kiedy woła o pomstę do nieba (samemu zdarza mi się powiedzieć, że ceny w sklepie były horrendalne, ale nazwanie zachowania dzisiejszej młodzieży degrengoladą pewnie przez gardło by mi nie przeszło...). Tak że ten, nie róbcie tego. Na prawdę lepiej użyć normalnych słów niż zrażać ludzi do siebie. Szerokie słownictwo to potężna broń, na języku polskim lub przeciwko sobie. Mam nadzieję, że dobrze to wyegzemplifikoałem.
...Lecimy do drugiego przykładu...
Człowiek drugiego typu jest, moim zdaniem, jeszcze gorszy. Tak samo jak ktoś pierwszego typu używa słów do szpanu, jeśli ktoś czegoś nie rozumie, to nawet chętnie tłumaczy, co dane słowo oznacza. Problem w tym, że sam tego nie wie, więc szerzy niewiedzę wśród znajomych. I nie będę tu leciał przykładami, bo nazbierałoby ich się mnóstwo (choćby i nawet degrengolada pokoju jako bałagan. Ugh. Boli niemiłosiernie). Wiem, że są takie osoby wśród czytelników i zaznaczam - zanim użyjecie słowa, sprawdźcie jego znaczenie w słowniku! Ludzie! Wszystko leży w semantyce!
Na koniec pragnę wspomnieć, że przedstawiłem sprawę tak, jakoby ludzie "nadelokwentni" byli "podludźmi". Nie do końca; pomijając już ich zachowanie to wciąż ludzie, tylko po prostu wypełniają jakąś pustkę (w głowie, w sercu, w pewności siebie, w dowartościowaniu, wherever). Jest jeszcze, trzeci już w mojej klasyfikacji, typ 'codzienny'. Są tacy ludzie i jest ich bardzo mało (pewnie <0.1%), którzy posługują się takim językiem na codzień. Na pierwszy rzut oka mogą być odebrani jako typ pierwszy, ale gdy się ich bliżej pozna, na prawdę jest to dla nich naturalne i wręcz pasuje do nich. Miałem przyjemność spotkania jednej takiej osoby, z czego jestem na prawdę zadowolony - daje się wyczuć tę naturalność mówienia; po pewnym czasie może się zdawać, że takich ludzi nie da się umiejscowić w rzeczywistości bez tej "nadelokwencji". Zaprawdę powiadam wam: ten typ człowieka to świetny fenomen (i nie; z rzadka są to 'humaniści' w powszechnym tego słowa rozumieniu).
Słowami zakończenia - w tym poście popisałem się nadelokwencją typu pierwszego w celu nałożenia jeszcze większej hiperboli na całość. Sam bardzo często używam słownictwa wyższego, jednakże tylko w sytuacjach, gdy, jak już wspomniałem, czuję, że jest to naturalne. Nie rzucam na prawo i lewo dziwnymi słowami (chyba, że dla żartów z kolegami. Zarzucimy jakimś gargantuicznym, degrengoladą, szarą eminencją czy innymi dziwnymi słowami, frazami i dziwadłami, których na ogół nie używamy - robimy to jednak ze świadomością co słowa znaczą i jak głupio brzmią, bawi to nas więc przeinaczamy to w żart. Można nas nazwać "typem 4" xd).
To by było na tyle - zapraszam do komentowania, udostępniania, lajkowania. Na prawdę sprawia mi to wiele satysfakcji!
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz