piątek, 21 października 2016

Following the lead #2 - Supernatural s12e02 [SPOILERY]

               Na wstępie, zapraszam do ogłoszeń umieszczonych wyżej. Jest tam kilka ważnych informacji, z którymi prosiłbym o zapoznanie się.

               Supernatural we wczorajszym odcinku praktycznie w ogóle mnie nie zaskoczyło. To znaczy zaskoczyło mnie rozwiązanie sprawy torturowanego Sama, aczkolwiek nie zaskoczyło mnie raczej to, że nie będzie większej akcji czy klasycznego polowania (do  czego mam nadzieję wrócimy w tym sezonie chociaż w kilku odcinkach), gdyż twórcy chcieli rozwinąć wątki rozpoczęte na końcu poprzedniego sezonu lub na początku sezonu obecnego. Tak że ten... Lecimy!

    Wątek uwięzionego Sama, jak mówiłem, na samym początku przyprawił mnie o dziwne uczucie, jakobym nie oglądał poprzedniego odcinka. Po chwili zorientowałem się, że scena łóżkowa to tak na prawdę tylko halucynacja, bo nie takie rzeczy nam SN serwowało, aczkolwiek na samym początku byłem rzeczywiście zdziwiony. Następnie ten moment oczekiwania aż pokażą, w co wbiła mu ten nożyk. Ogólnie spora niepewność. Myślałem, że może oszpeci mu jakoś twarz, ale jednak aż tak fajnie nie było.
   Później przechodzimy do Lucyfera. O tym wątku nie wspomniałem w poprzednim Ftl, bo po prostu nic w nim nie było. Crowley zabił dwa demony i szukał Lucka skaczącego po naczyniach. Tyle. Natomiast tutaj mamy już nieco większy rozwój. Mamy Crowleya spiskującego z Roweną w sprawie wrzucenia archanioła z powrotem do klatki, zaś sam sprawca apokalipsy wygnany przez ciemność wstępuje w ciało artysty rockowego Vince'a Vincente'a, po czym daje się zamknąć w podstępie. Rowena więzi go zaklęciem paraliżującym, Crowley próbuje wyrzucić go z naczynia i... cały plan szlag trafił. Jak to się stało? W zasadzie nie wiadomo; czar Roweny po prostu przestał działać; Crowley zwiał, a matka została osobistą czarownicą Lucyfera (w końcu po co zabijać najsilniejszą wiedźmę na świecie, która posiada jedną z najsilniejszych broni na świecie...).
    Tu wracamy do wątku Sama. Dean, Cass i Mary przybywają na ratunek (choć Cass za wiele nie może - posiadłość jest chroniona silnym zaklęciem). Dean zostaje złapany przez kobietę pisma w idiotyczny sposób (bo przeca nie można patrzeć pod nogi) i obrywa kilka razy kastetem, po czym przybywa mama i zaczyna się bitwa kobiet, zakończona przez kolejnego gościa w grze - jak się wydaje - człowieka pisma. Piękne zakończenie, ale czy aby na pewno?
    A co ja sądzę? Mam mieszane uczucia co do odcinka. Akcja z Luckiem fajnie się rozwija, ale dalej brakuje mi akcji w obrębie - kiedyś duo - trio Winchesterów. Brakuje mi polowań, zwrotów akcji; tego co zawsze. Brakuje mi też front lane enemy i pewnie go nie będzie - kto może być silniejszy niż ciemność? Mam nadzieję na bardziej dynamiczny rozwój fabuły i czekam... Czekam
z niecierpliwością.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz