niedziela, 2 października 2016

Might Music #1 - Christina Grimmie, JB, 1D,

    Cóż. Tytuł mógł zaskoczyć wielu ludzi, bo pewnie większość z was nie wie, kim była Christina Grimmie. Cóż. Była to młoda dziewczyna, która nagrywała covery na youtube; tam wydawała też własne piosenki (zeldaxlove64). W późniejszym czasie została supportem Seleny Gomez na koncercie, wystąpiła i zajęła trzecie miejsce w The Voice.


    Była świetną piosenkarką, pianistką, a jej covery podbiły internet (prawdopodobnie dlatego, że wykonawcy, których śpiewała to m. in. Adele, Bruno Mars czy Christina Aguilera, których często nie łatwo zaśpiewać... A ona dawała sobie radę!). Osobiście uwielbiam zarówno jej covery, jak i piosenki przepełnione treścią - nie miała łatwego życia (ale to nie na tym się skupimy). W tym temacie dodam tylko, że w piosenkach widać było jej miłość do mamy, która zmagała się z rakiem piersi... I ta właśnie kobieta w tym roku, tj. 2016, została wręcz spoliczkowana - oczywiście niedosłownie... 10 Czerwca Chris grała koncert, po którym - jak to klasycznie gwiazdy robią - rozdawała autografy. Właśnie tutaj pojawił się jakiś psychol, który wyciągnął pistolet i wypalił do niej... DWA RAZY, po czym sam - mimo prób jej brata i złapania zabijaki oraz rzucenia go na ziemię - zastrzelił sam siebie. Oczywiście Grimmie została natychmiast przewieziona do szpitala, ale, mimo starań, kilka godzin później ogłoszono zgon. I można się zastanowić po co o tym piszę? Prawdopodobnie wiele więcej o tej dziewczynie nikt nie usłyszy, a ja napisałem wystarczająco by znalazły się osoby ciekawe sprawdzenia jej - miała talent i do tej pory nie rozumiem kim trzeba być, żeby zabić ledwie 22-letnią dziewczynę. Ot powód - chciałem się podzielić bólem, żalem i fascynacją wokół tejże utalentowanej osoby...






    A teraz przejdę do Justina Biebera. Facet jest bogaty, może mieć dziewczynę jaką tylko sobie wymarzy, gra koncerty, ma miliony fanów i fanek i tak na prawdę jest królem gwiazd muzycznych na dzisiejszej scenie. O czym nie wspomniałem? Tak - o talencie. I niech nikt pod spodem nie pisze, że JB jest dzieckiem, które ma głos jak baba, jest pedałem czy homo, czy cokolwiek sobie ludzie powymyślali i do tego jest głupim niedorozwojem. Przed mutacją miał wysoki głos, to fakt. Ale czy to znaczy, że był babą? Że nie ma prawa do śpiewania, bo jest facetem z wysokim głosem? On robił co kochał. I że niby jest homo? Większej bzdury nie słyszałem. Żadnym gejem czy pedałem nie był (jak już wspomniałem, różnica między tymi słowami to temat na innego bloga). Miał prawdopodobnie więcej dziewczyn niż ty w całym swoim życiu będziesz miał, a lista jeszcze zamknięta nie jest (to zdanie oczywiście kierowane jest do męskiej części odbiorców ;D). A jeśli chodzi o stylizację - jak był młodszy, to miał strasznie przylizaną fryzurę, ale teraz? Teraz na ulicy roi się od ludzi, którzy mają fryzurę jak Justin. Teraz ma normalną fryzurę - nie można mu zarzucić, że ubiera czy czesze się jak baba, bo ma pewnie lepsze poczucie stylu niż każdy z nas (albo przynajmniej lepszych stylistów; ja tam i tak mam wylane na "modę", więc tym bardziej czegoś takiego nie powiem). A co do głupoty? No cóż. Można tylko polemizować, bo szkoły kończył z B lub A - tylko i wyłącznie (tautologia celowa). Nie wiem dlaczego ludzie na niego usiedli, ale wyjaśnienie wydaje mi się proste - zazdrość. Sam należałem do ludzi, który zwykł mawiać, że Justin śpiewa jak baba. Fakt, nie lubiłem jego głosu przed mutacją; należałem do grupy głupich hejterów, ale zmądrzałem :P; a po mutacji? Be alright jest jedną z moich ulubionych piosenek w ogóle, a ona była wykonana w jej trakcie. Np. Love Yourself też całkiem przypadła mi do gustu (z resztą ta akurat podobno w ogóle przypadła wielu facetom do gustu - nawet tym nielubiącym Justina). Nie rozumiem fenomenu najazdu na Biebera teraz i wszelkiego najazdu przed mutacją na cokolwiek innego niż głos. Po prostu nie rozumiem i będę uważał, że jest to zazdrość lub dążenie za stadem jak baran. Większość osób, które uważają Justina za pedała czy geja lub beztalencie mają dwie opcje: Zmienić pogląd na racjonalny lub zostać krową (pozdro dla kumatych). 









    Co do 1D (One Direction, jeśli ktoś się nie domyślił...). Boysband był w sytuacji podobnej do JB. Niby pedały, głupi, piosenki głupie, głos badziewny, itd. Na prawdę. Kimże ty jesteś, by mówić, że ktoś nie potrafi śpiewać, jeśli tę umiejętność stwierdziły gwiazdy uwielbiane przez miliony, i jeszcze więcej milionów pozostałych fanów? Tak na prawdę wszyscy, którzy ich hejtują (tak. Pozwolę sobie na ponowne użycie słowa "hejt", gdyż znalazło się ono w SJP; Polskość confirmed) są w moich oczach tacy sami jak hejterzy Justina - zazdrosne dzieciaki lub stadne barany. A piosenki? Jedne mniej treściwe, inne bardziej. Pamiętam jak ktoś skrytykował 1D - tutaj mniej-więcej sens merytoryczny wypowiedzi owej osoby. Normalnie muszę sobie oprawić w ramkę:
"One Way or Another to bezsensowna piosenka. Co oni w ogóle sobie myślą? Przecież ten tekst nie ma sensu! Taki syf pisać i śpiewać! WSTYD I HAŃBA"

Pewne osoby już wiedzą o co mi chodzi - nie sądzicie że ocenianie bez żadnej wiedzy jest jeszcze gorsze niż negatywna ocena, gdy posiadamy chociaż skrawek informacji (ofc oba sposoby są złe, bo powinniśmy posiadać ogół informacji przed oceną, a nie tylko - czy ja wiem - dwie linijki zaśpiewanego tekstu wyjęte z kontekstu...). A co do piosenki? Fakt, może tekst nie ma sensu, ale dlaczego obwiniać boysband z XXI w. za piosenkę napisaną przez band w późnych latach siedemdziesiątych. Po prostu żenada. Co do treści? Np. The story of my life to bardzo przyjemna piosenka - fajnie się słucha (przynajmniej dla mnie), jest treściwa i sami sobie pomyślcie, czy sytuacja z tekstu nie będzie was trochę dotyczyć w przyszłości? No właśnie. Tekst raczej do refleksji...


    Nie każę wam pokochać ich piosenek czy słuchać ich 24/7. Po prostu próbuję uświadomić wam, że nie ma czego krytykować pod względem obecnego hejtu, bo tak na prawdę jest on bezpodstawny... Ich orientacja i talent są "pewne". A piosenki? Część piszą sami, część pewnie pisze im ktoś inny; oni śpiewają. A to, że jedne mają więcej lub mniej sensu? Black Eyed Peas mają bezsensowne "I gotta feeling", Michel Telo ma "Mosa", a Gusttavo Lima ma "Balada"; są to piosenki, które swego czasu były co najmniej popularne, ale nikt nie krytykował ich za idiotyczną treść czy bezsensowność.

A swoją drogą, kto z was lubi tańczyć Belgijkę? Ten tekst oficjalnie jest u mnie na propsie. Polecam polską wersję Laïs "'t Smidje" na tekstowo.pl; jest wersja przetłumaczona dość muzykalnie. Może ktoś nagra :?


    Osoby, które dotrwały do tego miejsca prosiłbym o polubienie (jeśli się spodobało), komentarz (z opinią lub odpowiedzią na powyższe pytanie) i udostępnienie tego dalej (poprzez pinteresta, bloggera, facebooka czy inne media). Z góry byłbym wdzięczny, gdyż nie ma chyba lepszego znaku, że ktoś mnie czyta i lubi mój materiał, niż właśnie powyższe formy dania znaku życia. Pamiętajcie o obserwowaniu bloga poprzez google+!

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz