Zapowiadany drugi wpis. Już ostatnio ktoś mi powiedział, że jestem gołosłowny bo obiecuję na blogu i obiecuję, a nie mogę dotrzymać obietnicy. No to macie Wszystkim, którzy to czytają, życzę SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!
Jeśli chodzi o ostatnie cztery odcinki SN, jest co omawiać (przede wszystkim - Dean zabił Hitlera), więc przechodzimy do części głównej tego posta.
Odcinek piąty to wielki powrót towarzystwa Thule z dużym przytupem
(i mam nadzieje pożegnanie z jeszcze większym). Pierwsza scena mogła sugerować, że towarzystwo Thule pojawi się w tym odcinku, o czym sukcesywnie przekonowały kolejne, ale do rzeczy. Rozwiązanie transakcji nie podobało mi się. Mało było w tym finezji czy polotu; po prostu spalili się (a raczej ktoś ich spalił), co, jak myślałem na samiutkim początku, zanim pojawił się koleżka wiedźma, było winą przeklętego wisiorka. Jednak nie. Musiało być za tym coś głębszego - tak też było. Okazało się, iż przedmiot zawierał w sobie coś tak ważnego dla towarzystwa, a jednocześnie tak morderczego dla ziemi, że nie mógł wpaść w ręce bogatej paniusi, która wydziwia na podwyżkę ceny, mimo że ją stać. Odcinek utrzymuje klimat dramatu, ponieważ przedstawia nam perypetie rodziny jednego czarownika, który to nic a nic ojca nie obchodzi; zależy mu tylko na wskrzeszeniu Führera. Swoją drogą ponownie spotykamy się z Aaronem, jednakże jest to epizod - opowiada o tym, jak został wywalony ze szkoły, bo ich ścigał; mówi o tym, że wybił połowę towarzystwa w Stanach (przy czym on zabił sześciu, golem resztę). Dochodzimy do momentu kulminacyjnego - z pomocą krwi dziewczyny, której imienia nie pamiętam, bo nie jest jakoś ważna, dochodzi do wskrzeszenia Hitlera, którego, w krótkiej i niezbyt interesującej walce, zabija Dean... W zasadzie tyle można powiedzieć o tym odcinku.
(i mam nadzieje pożegnanie z jeszcze większym). Pierwsza scena mogła sugerować, że towarzystwo Thule pojawi się w tym odcinku, o czym sukcesywnie przekonowały kolejne, ale do rzeczy. Rozwiązanie transakcji nie podobało mi się. Mało było w tym finezji czy polotu; po prostu spalili się (a raczej ktoś ich spalił), co, jak myślałem na samiutkim początku, zanim pojawił się koleżka wiedźma, było winą przeklętego wisiorka. Jednak nie. Musiało być za tym coś głębszego - tak też było. Okazało się, iż przedmiot zawierał w sobie coś tak ważnego dla towarzystwa, a jednocześnie tak morderczego dla ziemi, że nie mógł wpaść w ręce bogatej paniusi, która wydziwia na podwyżkę ceny, mimo że ją stać. Odcinek utrzymuje klimat dramatu, ponieważ przedstawia nam perypetie rodziny jednego czarownika, który to nic a nic ojca nie obchodzi; zależy mu tylko na wskrzeszeniu Führera. Swoją drogą ponownie spotykamy się z Aaronem, jednakże jest to epizod - opowiada o tym, jak został wywalony ze szkoły, bo ich ścigał; mówi o tym, że wybił połowę towarzystwa w Stanach (przy czym on zabił sześciu, golem resztę). Dochodzimy do momentu kulminacyjnego - z pomocą krwi dziewczyny, której imienia nie pamiętam, bo nie jest jakoś ważna, dochodzi do wskrzeszenia Hitlera, którego, w krótkiej i niezbyt interesującej walce, zabija Dean... W zasadzie tyle można powiedzieć o tym odcinku.
Szósty odcinek wymiata. Kilkoma słowami. Poznajemy tutaj Asę Foxa, chłopca, którego Mary kiedyś uratowała przed wilkołakiem, przez co został łowcą. I w momencie, w którym oglądamy jak to polował i zapisywał dziesiątki kartek dla Mary, kończymy, bo umiera - wiesza się na drzewie. Pytanie - dlaczego? Jeszcze większe zaskoczenie czeka nas moment później, gdyż Sam i Dean jadą do Jody, gdzie proszą o jedzenie i nocleg. Dziwnym trafem do Jody dzwoni telefon i dowiaduje się, że jej kolega - Asa Fox - nie żyje... (Ciekawe, co nie? Jaki ten świat mały...). Opowiada im krótko, jak się kiedyś poznali; chłopaki podłapują kilka historii o nim i decydują się z nią jechać na pogrzeb. Na miejscu oczywiście impreza - zamiast żali i płaczu, wszyscy piją i się bawią - kiedy Sam i Dean się przedstawiają, oczywiście szok, zaskoczenie; oni uważają Asę za kozaka (pięć Wendigo[magiczne słowo, btw. Ci, którzy oglądali, wiedzą co zrobić ;D] w jedną noc), zaś inni uważają ich za kozaków nie gorszych od Asy. Nic dziwnego... Poza tym pojawia się też Mary. Matka nieboszczyka wyrzuca jej, że to przez nią jej syn zaczął polowanie i przez nią umarł; daje jej pudło pełne kartek, które łowca cały czas pisał do wybawicielki i w których opisywał swoje kolejne historie. Mary załamała się; martwiła się, że to przez nią (też mi coś :v). Większość ludzi spada po imbie; zostaje tylko kilkoro. Gdy jeden z nich idzie po piwo magicznym trafem jedna babka zabija go i wciąga do pokoju z trumną naszego nieboszczyka. I tak jeszcze przez moment nikt się nie kapnął, że go nie ma; babka wraca, wszystko w porząsiu; do czasu. Stojąc nad trumną zauważyli krew lecącą z sufitu no i się zaczyna. Okazuje się, że to sprawka jakiegoś podrzędnego demona z rozdroża; (zapomniałem wspomnieć o tym, że Dean jest na dworze, a nasz demon magicznie zabezpieczył drzwi i gdyby nie Billy, W-chester nie mógłby wskoczyć do środka). Oczywiście pomiot piekieł skacze sobie po ciałach i stroi sobie żarty ze wszystkich po kolei - poczułem się jakbym oglądał scenę z szukania tablicy aniołów (pamiętacie? :D) Demony wpadły wtedy do domu starszej babki i siały pogrom, tak teraz działo się podobnie, ale już tylko jeden(!) wystrychnął na dudka grupę łowców(!!!). Niebywałe i... pokazujące ironicznie, że nawet profesjonalistę może zagiąć jego własny fach :P W trakcie zabawy demona dowiadujemy się, że Asa miał dwójkę dzieciaków(bliźniąt) i że nie popełnił samobójstwa; został zabity przez kumpla przez przypadek w trakcie sprzeczki. Oops! Skoro go zabiłem, to czas upozorować samobójstwo. Genialny plan! Tutaj bym zakończył, bo nie mam pomysłu na skwitowanie tego momentu; po prostu był taki średni. Rodem z "Sędzi Anny Marii Wesołowskiej" czy innego paradokumentalnego serialu typu "Dlaczego Ja?" czy "Ukryta Prawda". Jedyny moment, który na prawdę mnie zniesmaczył. Końcówka, w której Billy oferuje Mary zabranie w zaświaty była świetna. Tu rzeczywiście nabrałem szacunku do aktorki i postaci, ponieważ świetnie to wyszło. Takie złamanie bohaterki a następnie kopnięcie żniwiarza w twarz to miód na moje oczy! Reasumując, odebrałem całość strasznie pozytywnie i liczę na więcej takich odcinków ;)
Siódmy odcinek to wątek gwiazdy rocka aka Lucyfera, który próbuje medialnie ożywić zespół, aby przybrać na popularności (wymyślony przez sadystę koncert w celu uzyskania satysfakcji
z masochizmu innych ;D). Oczywiście co tu opowiadać; babka zakochana pokazuje Vince'owi(Luckowi), że może zrobić dla niego wszystko, więc wycina sobie jego imię gdzieś tam na skórze. Winchesterowie oczywiście zaczynają szperać; Crowley pokazuje swoje wpływy w Hollywood i niechętnie jadą tam w celu złapania Lucia.Vince'owi podoba się poświęcenie zakochanej w nim Pani współmuzyk-wielbicielki i tego samego chce od innych fanów; urządza prywatny koncert, który niweczą W-erowie i wyganiają anioła z naczynia. Ot. Nie było tam wiele ciekawych rzeczy. Jeden z nudniejszych IMO.
z masochizmu innych ;D). Oczywiście co tu opowiadać; babka zakochana pokazuje Vince'owi(Luckowi), że może zrobić dla niego wszystko, więc wycina sobie jego imię gdzieś tam na skórze. Winchesterowie oczywiście zaczynają szperać; Crowley pokazuje swoje wpływy w Hollywood i niechętnie jadą tam w celu złapania Lucia.Vince'owi podoba się poświęcenie zakochanej w nim Pani współmuzyk-wielbicielki i tego samego chce od innych fanów; urządza prywatny koncert, który niweczą W-erowie i wyganiają anioła z naczynia. Ot. Nie było tam wiele ciekawych rzeczy. Jeden z nudniejszych IMO.
Ósmy to już coś z innej beczki. Niosący światło archanioł osiedla się w nie byle kim - w arcybiskupie. Morduje wyznawców Chrystusa, W-cherowie zaczynają go szukać, po czym okazuje się, że nasz motylek już opuścił naczynie i udaje się do grubszej ryby (o czym braciszkowie jeszcze nie wiedzą) - samego prezydenta USA. Śmieszna sprawa, bo wychodzi, że typ jest strasznie religijny i tuż po zamordowaniu jednego ze swoich, Lucek ma wygłosić mowę do Boga trzymając parzącą go biblię w ręku. Wymyśla coś na poczekaniu, przewraca oczami z pytaniem "Wy tak na poważnie?" po czym mówi amen. Na obradach zarzuca żarcikiem (co wygląda na nietypowe dla niego) i wszyscy zaczynają się wymuszenie śmiać. Oczywiście mamy romans prezydenta z jakąś babką i za drugim razem (kawałek później, ale nie będę dalej do tego wracać), Lucyfer, jak się później okazuje, płodzi kolejnego Nephilim. Crowley znowu pokazuje nam swoje wpływy, tym razem w białym domu - zespotował Lucyfera i tu pojawia się problem - upadły przewiduje wszystko i wzmacnia ochronę wokół siebie + mówi szefowi ochrony dokładnie o braciach; są poszukiwani. No to klops... W tym momencie lecimy do Roweny, którą właśnie rzuca jej gach i okazuje się, że romansował z niejedną :D Przybywa król piekieł, pstryka palcami i poof. Konkubent zdechł :V Powrót do wspomnianej sceny spłodzenia Nephilima/-ki, anielskie radio grzmi od tej informacji; Dean i Sam jadą na spotkanie z prezydentem i łapie ich jego ochrona. Z dennej sytuacji ratuje ich... facet wysłany przez Brytoli (i to nie byle jakim sprzętem!). Zarzuca o jakimś kicie, że chcą, aby Winchesterowie do nich dołączyli i pokazuje magiczne zabawki, z których jedna przyciąga bohaterów - jajko do wyganiania demona/anioła z ciała opętanego. Następnie ustawiają wszystko - zgarniają kochankę prezydenta i opowiadają jej, czym są jej ukochany i jej dziecko w chwili obecnej. Pokazują jej, że dziecko sprawia, że nie może nawet trzymać Biblii, bo jest tak samo bezbożne jak ojciec. Bracia ściągają Lucyfera do siebie i eliminują go(ofc. szycha przeżywa zajście), ale czy na pewno do klatki? Niby tak, ale aniołek poleciał do wentylacji, co mnie osobiście zdziwiło... No i końcówka... Crowley, Rowena, Castiel i Kelly opuszczają braci, którzy próbując ocucić prezydenta zostają aresztowani za próbę zabójstwa. I tak o to, najgorszym cliff-hangerem w historii seriali CW, kończymy pierwszą partię sezonu i na nowe odcinki czekamy do stycznia. Cóż. Ten odcinek odebrałem jako jeden z fajniejszych; bardzo podobają mi się rozwiązania MoL i mam nadzieję, że zgłębimy ich wiedzę dogłębnie w nowych odcinkach; przez końcówkę jeszcze bardziej czekam na odcinek 9 i mam nadzieję, że będzie równie emocjonujący!
Osoby, które dotrwały do tego miejsca prosiłbym o polubienie (jeśli się spodobało), komentarz (z opinią) i udostępnienie tego dalej (poprzez pinteresta, bloggera, facebooka czy inne media). Z góry byłbym wdzięczny, gdyż nie ma chyba lepszego znaku, że ktoś mnie czyta i lubi mój materiał, niż właśnie powyższe formy dania znaku życia. Pamiętajcie o obserwowaniu bloga poprzez google+!
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz