Od nowego roku trochę zmieniam tryb bloga. Przez miesiąc nie było nic, bo skupiłem się na matmie. Dzisiaj pojawią się przynajmniej dwa artykuły (przy czym jeden całkiem opóźniony, a od następnego tygodnia będą pojawiać się w miarę regularnie. A od czego zaczniemy? Pierwszy
z dwóch to... językówka! Przy okazji: SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU KAŻDEMU, KTO TO CZYTA!
z dwóch to... językówka! Przy okazji: SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU KAŻDEMU, KTO TO CZYTA!
Ostatnio jeden znajomy zapytał mnie, czy nie zauważyłem, że w wielu językach formy przeczące mają konstrukcję "n...." lub "an...". Ano. Nie zauważyłem, ale zacząłem research, bo mnie to zaciekawiło. Wiecie do czego doszedłem? Do niczego ciekawego. Dosłownie. Faktycznie, mówiąc, że samo słowo "nie" w języku "x" ma formę jak powyżej, mamy ok. 80% szans na powiedzenie prawdy. Z tego schematu wyłamuje się niewiele państw; głównie te wschodnie, afrykańskie i skandynawskie. Podobnie ze słowami "nigdy", "nic", "nikt", "ani" (tak, wiem, że to spójnik, aczkolwiek używamy go w trakcie wykluczania różnych opcji) - są one, w większości języków zawarte w podobnej konstrukcji. Osoby, które uczyły się trzech języków (o ironio), powinny były to zauważyć już całkiem dawno - francuski, hiszpański, angielski, niemiecki, łaciński czy polski siedzą w tych schematach przynajmniej dla części powyższych słówek. Skąd to się wzięło? Jak mówiłem, research nic ciekawego nie pokazał. Ale spokojnie. Coś się wymyśliło. Popytałem kilku polonistów, anglistów, romanistów i... dało to tyle samo co researche. A teraz tak na poważnie. "n" jest jedną z nielicznych spółgłosek nosowych, jakie w ogóle znamy, a wartym zauważenia jest fakt, że bardzo często w przeczeniach towarzyszy jej nienosowa samogłoska (w zasadzie to z "n" w parze ciężko o nosową samogłoskę, ale i takie słowa się znajdzie); Używanie głosek nosowych towarzyszyło i towarzyszy nam często przy dąsaniu się, zestresowaniu czy ogólnych sytuacjach niezadowolenia, kiedy to mniej chce nam się gadać, a więcej przekazać. Czy nie taką formę właśnie mają te słowa? Krótko, szybko, wygodnie potrafimy przekazać nimi całkiem sporo; są dość sytuacyjne i są monowyrazowymi odpowiedziami na zadane pytania. Takie językowe zbycie rozmówcy. To jest tylko jedna z "powszechniejszych" interpretacji narodzin tego słowa; jak mówię, prawie w żadnym rzetelnym źródle nie znalazłem na ten temat informacji, temu tak ubogo. Maxy, Zadawaj pytania śmiało; fajnie się bawiłem przy przeszukiwaniu :P Ogólnie wszystkich waz zachęcam do zadawania pytań. Może być ciekawie.
Kolejną rzeczą, o jakiej chcę pomówić jest pewien bezsensowny fakt wynikający z deklinacji (Ach! Cóż za piękne słowo!). Bardzo często wiele osób uważa, że forma "chłopacy" jest nade wszystko niepoprawna i nie powinniśmy jej używać (nie jest to, z resztą, jedyny przypadek tego typu) - jest po prostu tak rzadka, że wydaje się błędna (brzmi nienaturalnie). Zmartwię zapewne sporą część osób, albowiem nie tylko owa forma jest poprawna, ale też forma "chłopaki" jest, niestety, bardzo często błędnie używana. Mamy tutaj do czynienia z pewnym rozłamem w liczbie mnogiej, bowiem jest trochę takich słów (m. in. chłopak, sługa), które w liczbie mnogiej mają dwie formy - tu: chłopacy, chłopaki; słudzy, sługi. Wartym zauważenia jest fakt, iż jedna jest r. męskoosobowego, zaś druga - niemęskoosobowego. Powinniśmy zatem mówić "chłopaki zrobiły" i "chłopacy zrobili"; tak samo "sługi poszły" i "słudzy poszli". Żadna z podanych tu form nie jest błędna, aczkolwiek kojarzymy te słowa z rodzajem męskim, więc mówienie "chłopaki zjadły" czy "sługi zapomniały" wydaje nam się strasznie nienaturalne. Cóż. Co kraj, to obyczaj!
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz