Zacznijmy od tego, że nie kończę bloga, a z takim humorkowym akcentem zaczynam na nowo (well mam już 3 posty, a dopiero się rozkręcam). Pozdrawiam wszystkich, którzy się złapali i tych, których musiałem przekonywać, że to nie żart (nie no. Tych, którzy od początku wiedzieli, że to żart, ale darowali sobie wykrzykiwanie tego do mnie i do innych też pozdrawiam!). Jeszcze dziś powinien pojawić się post regulujący pewne sprawy (pożegnanie z pewnymi seriami, wyklarowanie harmonogramu, itp.). Jeśli kogoś uraził mój żarcik, to przepraszam :C. Ale lećmy z tematem!
Ostatnio zastanawiałem się trochę nad różnymi zapożyczeniami i slangowymi naleciałościami w językach (i nie mówię tu tylko o języku polskim). Naszło mnie to przy języku hiszpańskim, który nie lubi zapożyczać słów i musi być oryginalny do granic możliwości, co sprawia, że połowy rzeczy nie można się uczyć na zasadzie "wręcz oczywiste", bo komputer wszędzie brzmi podobnie, ale w hiszpańskim to "ordenador" (no bo po co ułatwiać życie sobie i innym?) i to nie jedyne takie słowo. No ale cóż, nadaje mu to pewnego uroku - tam nawet "super" mówi się inaczej, ale spokojnie - są jakieś zapożyczenia! Większość języków natomiast nie próbuje się bronić. Dlaczego?
Najwyraźniej jak i ja, tak one nie widzą takiego powodu (ale jesteśmy zgodne chłopaki!). Wiele słów - ze slangu czy z mowy branżowej to wręcz "must be" dla państw, w których ciężko wymyślić coś brzmiącego tak dobrze.) Mieliśmy "polubienia", ale wymiękły wobec obecnych już (od prawie roku) w PWN-owskim WSO "lajków". Nie dziwota, albowiem słowo jest chwytliwe, krótkie i oddaje istotę rzeczy. Tak samo "hejt", który jest równie bezpośrednią naleciałością do języka polskiego; pewnie każdy bardziej obeznany w internecie może powiedzieć, że mowa nienawiści w takiej formie, w jakiej spotykamy się z nią na co dzień z nienawiścią wiele wspólnego nie ma (poza nazwą), więc nazywanie hejtu nienawiścią właśnie byłoby sporym nadużyciem - dlatego szanuję decyzję o umieszczenie tam i tego słowa. Przede wszystkim - nie jest to słownik języka polskiego, co nie zmienia faktu, że pojawienie się tych i wielu innych słów (zarówno z życia zawodowego jak i mowy potocznej) w języku ortograficznym rozwiewa wiele wątpliwości i zamyka pewną kaleką samowolkę w internecie (będę mógł poprawiać ludzi, którzy niepoprawnie odmieniają słowo lajk, hejt, hajs i inne! <3).
Ale jak to w ogóle działa? Co to umożliwia? A no ułatwia naukę, to na pewno. Wiele języków pochodzi z jednej rodziny i to już jest jedno podobieństwo. Gdy do tego dołożymy, że zapożyczają te same słowa z tego samego źródła, podobieństwa się namnażają, bo w podobnej strukturze języka dochodzi do "klonowania słowa". Fajna sprawa, tym bardziej, że dzięki temu przeskakiwanie w nauce języków jest bardzo proste - z hiszpańskiego/francuskiego/włoskiego na jeden z powyższych właśnie, z niemieckiego na angielski czy z jakiegoś języka słowiańskiego na inny z tej rodziny. Zabawnie wiele możliwości i zabawna łatwość nauki. Coś pięknego!
Moje zdanie? Naleciałości są ważne, dopóki nie psują języka, a wzbogacają go! I tak. Czepiam się, gdy ludzie popełniają błędy, co nie znaczy, że jestem zamknięty na rozwój języka. Niektóre słowa są nam potrzebne, bo oddają coś lepiej; niektóre polskie słowa znacznie lepiej opisują nasz stosunek do sprawy, ale to już temat na inny wpis. Do zobaczenia!
Jeśli się podobało polub, skomentuj lub udostępnij, a przynajmniej daj znak życia!
Moje zdanie? Naleciałości są ważne, dopóki nie psują języka, a wzbogacają go! I tak. Czepiam się, gdy ludzie popełniają błędy, co nie znaczy, że jestem zamknięty na rozwój języka. Niektóre słowa są nam potrzebne, bo oddają coś lepiej; niektóre polskie słowa znacznie lepiej opisują nasz stosunek do sprawy, ale to już temat na inny wpis. Do zobaczenia!
Jeśli się podobało polub, skomentuj lub udostępnij, a przynajmniej daj znak życia!
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz